zdrowo, pysznie i ekologicznie…

  • slide99

  • Zdrowo - EKO Quchnia

  • Pysznie - EKO Quchnia

  • Ekologicznie - EKO Quchnia

  • To EKO Quchnia

Szczęśliwa kura i cała reszta

| 0 komentarzy

szczesliwa-kura2Tekst: Agnieszka Kręglicka

Wyjmuję z lodówki rzeczy na śniadanie. Jajka kury zielononóżki kuropatwianej z wolnowybiegowej hodowli Mariana Dopieralskiego z Jutrosina są białe, nieduże, a w smaku pyszne, przedwojenne. Odkąd na każdym jajku w sklepie musi być oznakowanie, z jakiej hodowli pochodzi, nie mam problemu z wyborem. Pierwsza cyfra pieczątki zero lub jeden oznacza jajka od szczęśliwych kur, dwójka i trójka – produkcję przemysłową.

 

… maślane masło

 

Z masłem jest trudniej. Wciąż wchodzą nowe marki. Świetne na początku przestają dobrze smakować, gdy firmy odnoszą sukces i zwiększają produkcję. Mój mąż, maślany maniak, co jakiś czas kupuje kilka różnych kostek i robi ślepe degustacje. Teraz wygrywa firma Klimeko z Dionizowa. Po otwarciu opakowania uderza pyszny maślany zapach.

 

… kremowy ser

 

Biały ser kupuję od Nowaka z Białego Boru. Prócz smaku ma wyjątkową fakturę – kremową, a jednocześnie lekką, z wyraźnymi płatkami warstw. Ser od Stefana Ziembińskiego – też świetny – jest cięższy, gęsty i zwarty.

 

… i miód prosto od pszczoły

 

Dobrze równoważy mój ulubiony mocny miód gryczany. Dla dzieci miód gryczany jest za ostry, wolą akacjowy. Złocisty akacjowy zawsze płynie, scukrza się wolniej niż inne. A Piotrek wybiera biały rzepakowy, wierząc w jego dobroczynny wpływ na serce. W domu mamy również słoik lipowego – na wypadek grypy. Na etykietach są nazwiska pszczelarzy i nazwy miejsc, gdzie pszczoły pracowały. Na miodzie z supermarketu duże złote litery informują, że to miód (nie wiadomo jaki), a małymi literkami informacja, że wyprodukowano go w krajach poza UE. Nie chcę jeść po prostu miodu, lubię gryczany. Duży producent dąży do unifikacji, zależy mu, by produkt był dostępny w każdym sklepie przez okrągły rok. Chce być niezależny od przymrozków i ilości słońca w lecie. Ważny jest dla niego długi okres przydatności do spożycia, przydają się konserwanty.

 

Przemysł spożywczy produkuje jednostajne pożywienie, zubaża naszą smakową wrażliwość. Ktoś, kto jada wyłącznie oscypki lub wędliny z supermarketu, nawet sobie nie wyobraża smaku owczego oscypka wędzonego w zimnym dymie i wędlin od Staszka Mądrego.

 

Rolnictwo przemysłowe zabija bioróżnorodność

 

Rolnictwo przemysłowe, preferujące łatwiejsze do kontroli uprawy monokulturowe, zabija bioróżnorodność właściwą naturze. Musimy zadbać o drobnych rolników i małych producentów żywności, jeżeli chcemy zachować nasze unikatowe dziedzictwo kulinarne. To nie jest łatwe, bo żywność masowa jest tańsza. Chociaż jeśli mam wybrać, czy dać dzieciom jarzyny ekologiczne, czy pryskane, to wybieram droższe ‚eko’. Jeżeli dla poprawienia humoru mam kupić sobie nowy kapelusz, a mężowi gadżet do samochodu, wybieram dobrą kolację.

 

Ekozakupy są szybsze

 

Na zakupy w supermarkecie teoretycznie zużywamy mniej czasu. Chyba że nie ma gdzie zaparkować, jest długa kolejka i niepotrzebnie przemierzamy kilometry, akceptując narzucony układ towarów. Nie mam nadwyżek czasu, więc ograniczyłam codzienne zakupy do bazarku z warzywami i sklepu ze zdrową żywnością oraz internetowego ekologicznego sklepu Biobid, bo towar przywożą. Pieczywo w większości sklepów jest apetyczne, tylko gdy świeże – przy śmietnikach rosną kartony suchego chleba dla konia. Żytni chleb ‚z koziołkiem’ z piekarni w Stoczkach-Porąbkach (10,80 zł za bochen) dostarczany jest do mojego sklepu raz w tygodniu. Wystarczy, bo się nie psuje i zjadamy go do ostatniego okruszka. W czasie wakacji wymieniałyśmy z sąsiadką uwagi w sklepie, że chleb się zmienił, jakość się popsuła. Sprzedawca na to, że już interweniował. Chleb wkrótce wrócił do normy. Mali producenci ręczą twarzą za swój produkt. A ja pamiętam, że we wtorek mam być w sklepie, bo jeśli przestanę kupować, dostawy przestaną się opłacać i chleb zniknie.

 

‚Prawo do smaku’

 

Zniknie jak odmiany jabłek. Znacie smak kronselki, koszteli, koksy? Czy umiecie je rozpoznać? Towarzystwo Przyjaciół Dolnej Wisły założyło sad zachowujący dawne odmiany. Jest ich około 40 o wyraźnych smakach, które ulegną zapomnieniu, bo wielcy sadownicy preferują plenne niskopienne odmiany odporne na szkodniki. A przecież hiszpańscy winiarze, producenci masowych win, prócz taniej masówki uprawiają też kilka parceli na wyższą półkę. To podnosi ich prestiż i poprawia samopoczucie.

 

Na seminarium w Warszawie ‚Tradycja i innowacje w rolnictwie’ zorganizowanym przez włoski Slow Food, Fair Trade i CEFA omawiano wartość bioróżnorodności i jadalnych roślin dziko rosnących zwanych spontanicznymi – grzybów, jagód, żurawin. Myślałam, że są one u nas łatwo dostępne, nie wymagają protekcji. Nieprawda, więcej jest u nas w sprzedaży grzybów z Chile i Skandynawii, a przetworzone borówki pochodzą głównie z Estonii i Łotwy. Ta informacja nie trafia, niestety, na stragany.

 

Nie chodzi o to, by tworzyć skansen wyłącznie polskich produktów. Z radością kupuję miód od pszczelarzy z Baszkirii na Festiwalu Smaku w Grucznie. Cenię parmezan i roquefort tak jak oscypek. Codziennie walczę z ujednoliceniem i ubóstwem smaku. Dla własnej przyjemności, dla wyrobienia smaku moich dzieci, dla zachowania kultury mojego miejsca. Jajka, biały ser, miód, za które płacę, to moja deklaracja poparcia. Napędu dodaje mi książka Carla Petriniego ‚Slow Food. Prawo do smaku’ wydana przez Twój Styl.

 

Mali producenci na całym świecie potrzebują wsparcia w wyścigu z koncernami. Znalazłam te informacje w wywiadzie z dużym przetwórcą produktów leśnych. Niestety, na etykietach tej informacji nie znalazłam.

 

Źródło: Wysokie Obcasy

 

 

 

… maślane masło
Z masłem jest trudniej. Wciąż wchodzą nowe marki. Świetne na początku przestają dobrze smakować, gdy firmy odnoszą sukces i zwiększają produkcję. Mój mąż, maślany maniak, co jakiś czas kupuje kilka różnych kostek i robi ślepe degustacje. Teraz wygrywa firma Klimeko z Dionizowa. Po otwarciu opakowania uderza pyszny maślany zapach.
… kremowy ser
Biały ser kupuję od Nowaka z Białego Boru. Prócz smaku ma wyjątkową fakturę – kremową, a jednocześnie lekką, z wyraźnymi płatkami warstw. Ser od Stefana Ziembińskiego – też świetny – jest cięższy, gęsty i zwarty.
… i miód prosto od pszczoły
Dobrze równoważy mój ulubiony mocny miód gryczany. Dla dzieci miód gryczany jest za ostry, wolą akacjowy. Złocisty akacjowy zawsze płynie, scukrza się wolniej niż inne. A Piotrek wybiera biały rzepakowy, wierząc w jego dobroczynny wpływ na serce. W domu mamy również słoik lipowego – na wypadek grypy. Na etykietach są nazwiska pszczelarzy i nazwy miejsc, gdzie pszczoły pracowały. Na miodzie z supermarketu duże złote litery informują, że to miód (nie wiadomo jaki), a małymi literkami informacja, że wyprodukowano go w krajach poza UE. Nie chcę jeść po prostu miodu, lubię gryczany. Duży producent dąży do unifikacji, zależy mu, by produkt był dostępny w każdym sklepie przez okrągły rok. Chce być niezależny od przymrozków i ilości słońca w lecie. Ważny jest dla niego długi okres przydatności do spożycia, przydają się konserwanty.
Przemysł spożywczy produkuje jednostajne pożywienie, zubaża naszą smakową wrażliwość. Ktoś, kto jada wyłącznie oscypki lub wędliny z supermarketu, nawet sobie nie wyobraża smaku owczego oscypka wędzonego w zimnym dymie i wędlin od Staszka Mądrego.
Rolnictwo przemysłowe zabija bioróżnorodność
Rolnictwo przemysłowe, preferujące łatwiejsze do kontroli uprawy monokulturowe, zabija bioróżnorodność właściwą naturze. Musimy zadbać o drobnych rolników i małych producentów żywności, jeżeli chcemy zachować nasze unikatowe dziedzictwo kulinarne. To nie jest łatwe, bo żywność masowa jest tańsza. Chociaż jeśli mam wybrać, czy dać dzieciom jarzyny ekologiczne, czy pryskane, to wybieram droższe ‚eko’. Jeżeli dla poprawienia humoru mam kupić sobie nowy kapelusz, a mężowi gadżet do samochodu, wybieram dobrą kolację.
Ekozakupy są szybsze
Na zakupy w supermarkecie teoretycznie zużywamy mniej czasu. Chyba że nie ma gdzie zaparkować, jest długa kolejka i niepotrzebnie przemierzamy kilometry, akceptując narzucony układ towarów. Nie mam nadwyżek czasu, więc ograniczyłam codzienne zakupy do bazarku z warzywami i sklepu ze zdrową żywnością oraz internetowego ekologicznego sklepu Biobid, bo towar przywożą. Pieczywo w większości sklepów jest apetyczne, tylko gdy świeże – przy śmietnikach rosną kartony suchego chleba dla konia. Żytni chleb ‚z koziołkiem’ z piekarni w Stoczkach-Porąbkach (10,80 zł za bochen) dostarczany jest do mojego sklepu raz w tygodniu. Wystarczy, bo się nie psuje i zjadamy go do ostatniego okruszka. W czasie wakacji wymieniałyśmy z sąsiadką uwagi w sklepie, że chleb się zmienił, jakość się popsuła. Sprzedawca na to, że już interweniował. Chleb wkrótce wrócił do normy. Mali producenci ręczą twarzą za swój produkt. A ja pamiętam, że we wtorek mam być w sklepie, bo jeśli przestanę kupować, dostawy przestaną się opłacać i chleb zniknie.
‚Prawo do smaku’
Zniknie jak odmiany jabłek. Znacie smak kronselki, koszteli, koksy? Czy umiecie je rozpoznać? Towarzystwo Przyjaciół Dolnej Wisły założyło sad zachowujący dawne odmiany. Jest ich około 40 o wyraźnych smakach, które ulegną zapomnieniu, bo wielcy sadownicy preferują plenne niskopienne odmiany odporne na szkodniki. A przecież hiszpańscy winiarze, producenci masowych win, prócz taniej masówki uprawiają też kilka parceli na wyższą półkę. To podnosi ich prestiż i poprawia samopoczucie.
Na seminarium w Warszawie ‚Tradycja i innowacje w rolnictwie’ zorganizowanym przez włoski Slow Food, Fair Trade i CEFA omawiano wartość bioróżnorodności i jadalnych roślin dziko rosnących zwanych spontanicznymi – grzybów, jagód, żurawin. Myślałam, że są one u nas łatwo dostępne, nie wymagają protekcji. Nieprawda, więcej jest u nas w sprzedaży grzybów z Chile i Skandynawii, a przetworzone borówki pochodzą głównie z Estonii i Łotwy. Ta informacja nie trafia, niestety, na stragany.
Nie chodzi o to, by tworzyć skansen wyłącznie polskich produktów. Z radością kupuję miód od pszczelarzy z Baszkirii na Festiwalu Smaku w Grucznie. Cenię parmezan i roquefort tak jak oscypek. Codziennie walczę z ujednoliceniem i ubóstwem smaku. Dla własnej przyjemności, dla wyrobienia smaku moich dzieci, dla zachowania kultury mojego miejsca. Jajka, biały ser, miód, za które płacę, to moja deklaracja poparcia. Napędu dodaje mi książka Carla Petriniego ‚Slow Food. Prawo do smaku’ wydana przez Twój Styl.
Mali producenci na całym świecie potrzebują wsparcia w wyścigu z koncernami. Znalazłam te informacje w wywiadzie z dużym przetwórcą produktów leśnych. Niestety, na etykietach tej informacji nie znalazłam.
Źródło: Wysokie Obcasy
< >< >< ><-->

Dodaj komentarz

Wymagane pola *.