Uwielbiam świeże zioła, najbardziej te z własnego ogródka. Chociaż zimą, te z doniczki też nie mają się co równać z suszonymi. Dlaczego? Wystarczy prosty eksperyment: połóżcie na jednej dłoni suszoną bazylię, a na drugiej jej świeżo zerwane, zielone listki. Ich aromaty tak bardzo się różnią, że wydawać by się mogło, że to dwie różne rośliny. Oczywiście aromat świeżej Bazyli jest bardziej intensywny i przyjemniejszy. To zasługa olejków eterycznych…
Świeże zioła mają poza tym inne zalety. Posiadają na przykład aktywne enzymy które wpływają na naszą przemianę materii i ułatwiają trawienie. Zielony kolor nadają ziołom (jak wszystkim innym roślinom) chlorofil będący źródłem niezbędnego dla zdrowia magnezu.
Najpopularniejszymi ziołami używanymi przez nas w kuchni jest: bazylia, oregano, tymianek, rozmaryn, majeranek, mięta, szałwia, pietruszka. Tak jak już wspominałam, najlepsze są zioła z własnego, ekologicznego ogródka, hodowane pod gołym niebem. Mają one bardziej wyrazisty aromat. Możemy je również samodzielnie posadzić i z powodzeniem hodować w domu w doniczkach. Jeśli zaś kupujemy świeże zioła w sklepie powinniśmy pamiętać aby:
- kupować rośliny o żywych, jasnych odcieniach zieleni
- omijać rośliny o liściach zwiędłych, z plamkami, pozbawionymi jędrności łodyżkami.
Stosując świeże zioła w kuchni należy pamiętać że:
- należy się z nimi obchodzić delikatnie, po zerwaniu zużyć natychmiast, w przeciwnym razie zwiędną i stracą swoje właściwości
- myć powinniśmy tylko zioła niewiadomego pochodzenia lub kupowane w sklepie. Ziół samodzielnie wyhodowanych czy to w doniczce czy w ogródku nie myjemy (chyba że są wyraźnie zabrudzone np. błotem)
- jeśli myjemy świeże zioła, robimy to przed ich rozdrobnieniem ( w całości) aby nie spłukać wypływających z nich aromatycznych soków.
- po umyciu zioła suszymy i dopiero możemy dodać do potrawy.
- jeśli dodajemy świeże zioła do gotowanych potraw, robimy to tuż przed końcem gotowania. Dotyczy to głównie ziół wrażliwych na wysoką temperaturę takich jak np. bazylia. *
Trzy moje ulubione świeże zioła to bazylia, pietruszka i mięta.
Bazylia pewnie dlatego, że uwielbiam kuchnię włoską a jest ona tam częstym gościem. Nie wyobrażam sobie żadnej zupy bez posypania jej przed podaniem natką pietruszki. Miętę zaś dodaję ostatnio do surówek, lubię tez wypić herbatkę z jej aromatycznych liści, która schłodzona znakomicie gasi pragnienie w upały.
Ostatnio moje trzy ulubione zioła, zaraz po zerwaniu z ogródka wylądowały w pysznym pesto, którym wysmarowałam spód tarty cukiniowej.
A oto przepis:
Tarta cukiniowa z ziołowym Pesto**
Składniki:
Tarta:
1 ¼ szklanki mąki pszennej graham BIO (typ 1820)
½ łyżeczki soli morskiej
8 łyżek bardzo zimnego masła
4-6 łyżek lodowatej (włożonej na parę minut do zamrażalnika) wody
2 młode cukinie ( u mnie żółta i zielona) pokrojone w cieniutkie plasterki
Pesto:
Garść świeżej bazylii
Garść świeżej natki pietruszki
Kilka listków świeżej mięty
1/3 szklanki namoczonych wcześniej na noc i obranych ze skórki migdałów lub nasion słonecznika
2 ząbki czosnku
1 łyżeczka soku z cytryny
6-8 łyżek oliwy z oliwek ekstra virgin
Sól morska
pieprz
Przygotowujemy ciasto na tartę: w misce mieszamy szybko mąkę, sól i zimne masło (tworzą się okruszki). Dodajemy zimną wodę (najpierw 4 łyżki a jeśli będzie za suche dodajemy więcej), ugniatamy ciasto. Powinno być elastyczne i nie kleić się do rąk. Lepimy z ciasta kulę, zawijamy w folie i wkładamy na 1 godzinę do lodówki.
W tym czasie robimy pesto:
Migdały wsypujemy do blendera lub malaksera i mielimy. Dodajemy posiekane zioła, czosnek i oliwę. Dolewamy odrobinę soku z cytryny, sól i pieprz.
Kulę ciasta rozpłaszczamy. Ciasto rozwałkowujemy cieniutko, kładziemy na papier do pieczenia. Smarujemy w środku pesto, zostawiając około 5 cm dookoła z każdego brzegu. Na powierzchni posmarowanej Pesto układamy 2-3 warstwy cieniutko pokrojonej w plasterki cukinii, posypując każdą warstwę solą, pieprzem i skrapiając oliwą z oliwek (można również posypać ulubionymi suszonymi ziołami). Wolne brzegi tarty zawijamy do środka. Pieczemy 45 min w 200 st C.
* informacje pochodzą z książki „Zioła w kuchni” Ingrid Ahnert, która to jest nagrodą w mini konkursie na facebooku. Zobacz!
* * przepis zainspirowany przepisem pochodzącym ze strony Marthy Stewart: Whole Living
piątek, 19 sie 2011 at 05:56
Bardzo ciekawy przepis sezonowy i fajna odmiana po tradycyjnym pesto.
U mnie jeszcze kroluje kolendra i pesto z kolendry, ktora prosto z dzialki, w przeciwiejstwie do tej rachitycznej z doniczki smakuje zupelnie inaczej.