zdrowo, pysznie i ekologicznie…

  • Zdrowo - EKO Quchnia

  • Pysznie - EKO Quchnia

  • Ekologicznie - EKO Quchnia

  • To EKO Quchnia

Dieta zamiast in vitro

| 7 komentarzy

ciaza21Banałem jest już dzisiaj stwierdzenie, że dieta wpływa na długowieczność, stan serca, ryzyko zachorowania na raka. Ale czy płodność też jest na liście? Odpowiedzią na to pytanie przez długi czas było ostrożne „być może”, oparte raczej na doświadczeniu naszych babek i prababek oraz na opiniach obiegowych, a nie na rzetelnej wiedzy.

Naukowcy z Harvard School of Public Health postanowili sprawdzić, czy istnieje zależność między dietą a płodnością. W tym celu skorzystali z wyników badania Nurses’ Health Study (NHS), które analizowało styl życia ponad 18 tys. pielęgniarek. Każda z kobiet wcześniej lub później próbowała zajść w ciążę. W ciągu ponad ośmiu lat większości to się udało, ale mniej więcej co szósta miała z tym pewne trudności. Naukowcy porównali zatem ich sposób odżywiania z dietą zwyczajnych kobiet, które bez trudu zaszły w ciążę, i dostrzegli kilka ważnych różnic. Na tej podstawie opracowali dietę płodności, a jej szczegóły opisali w wydanej właśnie w USA książce „The Fertility Diet”.

Zdaniem naukowców z Harvard School of Public Health ich zalecenia zapewniają zajście w ciążę w takim samym stopniu jak zapłodnienie in vitro. Mają jednak istotną przewagę – są całkowicie bezpłatne, dostępne dla wszystkich i nie wywołują żadnych skutków ubocznych.

Węglowodany dobre i złe

Okazuje się, że zjadanie dużych ilości łatwo przyswajanych węglowodanów, np. białego pieczywa, ziemniaków, oraz picie słodkich napojów gazowanych zwiększa ryzyko niepłodności, bo powoduje brak owulacji. Natomiast bogate w błonnik, trawione powoli węglowodany (czyli chleb gruboziarnisty, ciemny ryż, fasola, warzywa i świeże owoce) mogą wzmagać płodność. Ustalenie to świetnie koresponduje z wcześniejszymi badaniami, z których wynika, że stosowanie jeszcze przed zajściem w ciążę diety bogatej w te dobre węglowodany pozwala uniknąć cukrzycy ciążowej, dość powszechnego i bardzo kłopotliwego problemu kobiet ciężarnych i niemowląt.

Ale co węglowodany mają wspólnego z owulacją i ciążą? W stopniu większym niż inne składniki pokarmu decydują o poziomie insuliny oraz cukru we krwi. Kiedy stężenie obu tych substancji jest zbyt wysokie, jak to ma miejsce u milionów ludzi z insulinoopornością, dochodzi do zakłócenia subtelnej równowagi hormonów niezbędnych do reprodukcji, a z kolei zmiany hormonalne powodują zaburzenia owulacji. Jedzenie dużych ilości łatwo przyswajanych węglowodanów, które systematycznie podnoszą poziom insuliny oraz cukru we krwi, może obniżyć szanse kobiety na zajście w ciążę. Zwłaszcza wtedy, gdy kandydatka na mamę wybiera węglowodany zamiast zdrowych tłuszczów nienasyconych.

Tłuszcze: precz z fast foodami

Ogólnie rzecz biorąc, im więcej tłuszczów trans w diecie, tym większe ryzyko niepłodności. Efekt ten naukowcy obserwowali nawet wtedy, gdy kobiety zjadały codziennie tylko około 4 gramów tłuszczów trans. Ilość ta odpowiada dwu łyżkom stołowym margaryny twardej, jednej średniej porcji frytek z fast foodu lub jednemu pączkowi. Większa ilość tego typu tłuszczów w diecie oznacza zwykle, że mniej jest w niej tłuszczów innego rodzaju. Komputerowe modele diet badanych kobiet pokazują, że jedzenie nawet skromnych ilości tłuszczów trans (2 proc. kalorii) zamiast innych, zdrowszych rodzajów tłuszczów, na przykład wielonienasyconych lub jednonienasyconych, gwałtownie zwiększa ryzyko niepłodności.

Białka: więcej ryb i fasoli

Na niemal każdym talerzu z obiadem leży, mówiąc bez ogródek, wielka porcja białka. Wołowina, kurczak, wieprzowina, z rzadka ryby. Fasola zostaje daleko, daleko w tyle. Wielka szkoda, bo jest ona doskonałym źródłem białka i innych niezbędnych składników, np. błonnika. Dostarcza nam także wielu minerałów. Z wyników badania NHS widać, że jedząc więcej białek roślinnych, a mniej białek zwierzęcych, robimy kolejny wielki krok, który oddala nas od niepłodności.

Spotykane w literaturze medycznej wzmianki, że udział białek w diecie może mieć wpływ na poziom cukru we krwi, wrażliwość na insulinę i wydzielanie insulinopodobnego czynnika (IGF 1) – a wszystko to odgrywa ważną rolę w owulacji – skłoniły uczonych z Harvard School of Public Health do sprawdzenia, czy istnieje zależność między jedzeniem pokarmu bogatego w białko a niepłodnością. Analizując osobno spożycie białek pochodzenia zwierzęcego i roślinnego, odkryli istotne różnice. Kobiety, które zjadały dużo białek zwierzęcych (średnio 115 gramów dziennie), o 39 procent częściej miały problemy z zajściem w ciążę niż panie, które zjadały ich mniej – przeciętnie 77 gramów na dzień. Odwrotnie rzecz się ma z białkami roślinnymi – kobiety, które przyswajały ich mało, były bardziej narażone na niepłodność niż kobiety, które zjadały ich dużo.

Naukowcy z Harvard School of Public Health sprawdzili też, jak zmiany proporcji białek i węglowodanów wpływają na płodność. Okazało się, że więcej białek zwierzęcych kosztem węglowodanów niesie ze sobą wzrost ryzyka niepłodności, np. zastąpienie 25 gramów białek zwierzęcych taką samą ilością węglowodanów zwiększa ryzyko zaburzeń owulacji o prawie 20 procent, natomiast jedzenie białek roślinnych zamiast węglowodanów zmniejsza to ryzyko o 43 procent. Jeszcze korzystniejszy efekt daje spożywanie białek roślinnych zamiast zwierzęcych – ryzyko niepłodności spada aż o 50 procent.

Waga ciała: jedz z umiarem

Trzeba być w normie. Zarówno zbyt chuda, jak i zbyt gruba kobieta będzie miała kłopoty z zajściem w ciążę. Nadmiar lub niedobór kilogramów zakłóca bowiem cykl menstruacyjny, a to może zahamować owulację. Otyłość zmniejsza też szanse na zapłodnienie in vitro, zwiększa zaś ryzyko poronienia i prawdopodobieństwo porodu techniką cesarskiego cięcia. Zagraża również zdrowiu ciężarnej, bo powoduje wzrost ciśnienia krwi i cukrzycę.

Odpowiednia waga albo przynajmniej zbliżanie się do korzystnego wskaźnika ma ogromne znaczenie dla prawidłowej owulacji i zwiększa szanse zajścia w ciążę. Poza tym liczą się też efekty uboczne. Prawidłowa waga może poprawić wrażliwość na insulinę, poziom cholesterolu, ciśnienie krwi i funkcjonowanie nerek. W rezultacie przybędzie ci energii, zyskasz dobre samopoczucie i będziesz lepiej wyglądać.

Dawniej aktywność fizyczną i gimnastykę zalecało się niemal wszystkim – z wyjątkiem kobiet, które mają trudności z zajściem w ciążę. 40 lat temu specjaliści uważali bowiem, że nadmierny ruch może powstrzymać menstruację i owulację. Zdrowy rozsądek podpowiada jednak, że ruch nie może zmniejszać płodności – gdyby tak było, wielu z nas nie przyszłoby na świat. Nasi przodkowie ciężko pracowali, szukając pokarmu, polując, karczując pola i przenosząc się z miejsca na miejsce. Wczesny homo sapiens zużywał dwukrotnie więcej kalorii niż człowiek współczesny – a mimo to (lub może właśnie dlatego) zachował płodność.

Gimnastyka: aerobik codziennie

Informacje zawarte w wynikach Nurses’ Health Study, a także w kilku mniejszych badaniach wskazują, że ruch sprzyja płodności i ułatwia zajście w ciążę. Nie należy jednak przesadzać. Dla większości kobiet oznacza to pół godziny gimnastyki dziennie. Jeśli twój wskaźnik BMI przekracza 25, możesz ćwiczyć przez godzinę albo i dłużej. Jak ćwiczyć? Pamiętaj o czterech rodzajach aktywności ruchowej – o aerobiku, treningu siłowym, stretchingu i codziennej, życiowej ruchliwości, radzą specjaliści z Harvard School of Public Health. Więcej informacji na www.thefertilitydiet.com

źródło:newsweek.pl

7 Komentarze

Dodaj komentarz

Wymagane pola *.